Jak na King Crimson, jest to płyta ciepła, żywa, bardzo naturalna (w czym swój udział ma surowa, trochę garażowa produkcja - zupełne przeciwieństwo dopracowanego, brzmiącego jak żyleta "Lizarda"). Bez dwóch zdań, płyta wielka. Jazda absolutnie obowiązkowa. * tłumaczenie Tomasza Beksińskiego.
Zobacz 2 odpowiedzi na pytanie: Piosenka na początku jakby gwizdanie , znana pomożecie trochę więcej w opisie
Po śmierci Cobaina muzyk miał propozycję dołączenia na stałe do ekipy Tom Petty and the Heartbreakers, wystąpił też kilka razy z grupą Pearl Jam, ale przede wszystkim, w ramach terapii
Phil Collins nie zasiądzie za bębnami. wrz 13, 2021 Fani zespołu Genesis z niecierpliwością czekają na pożegnalną trasę „The Last Domino? Tour 2021
Zobacz 7 odpowiedzi na pytanie: Jak nazywa się piosenka która aktualnie leci na początku serialu "Zbuntowani"
Co to za piosenka ? rap lub hip hop w której na początku gra pianino lub fortepian? nie wiem co to jest za utwój i czyj ale wiem ze na poszątku (dość długo) gra pianino lub fortepian (raczej fortepian) i nie wiem czy potem wchodzi taki typowy rap lub typowy hip hop bo zagral mi to ktos i powiedzial tylko ze to z rapu
Zobacz 4 odpowiedzi na pytanie: Jak się nazywa piosenka, gdzie w teledysku maja tak jak by aerobik i ćwiczą i na początku przychodzi jakaś dziewczyna i przynosi duże radio , praktycznie nic tam nie śpiewają . ? Jest to bardzo stara piosenka z 2005 roku może nawet .
Jak się nazywa piosenka co leci na początku filmu "Randka z Gwiazdą" ! nagrody czekają . 2010-06-19 10:35:15; Jak nazywa się piosenka Edyty Górniak która była w "Ogniem i mieczem" ? 2009-06-15 22:38:53; Jak nazywa się piosenka która leci na samym początku filmu" Diabeł ubiera się u Prady " ? 2011-08-13 15:09:56
Zespół powstał w 1996 roku, z inicjatywy McButelki, który zaprosił do współpracy kolegów z zespołów Kobranocka (Dr. Frankensteina i Pięknego Lolo) oraz OK’Laski (HipHłop). Pierwsze nagranie – „Potrzebni” – powstało w studiu w Dworze Artusa w Toruniu. Wkrótce Butelka rozpoczęła regularne próby w toruńskiej „Zębowni”.
Na początku marca po występie w Gdańsku została jednak przerwana z uwagi na zagrożenie epidemiczne wywołane przez koronawirusa SARS-CoV-2. 13 listopada 2020 nakładem Metal Mind Productions ukazała się dwupłytowa przekrojowa składanka Greatest Hits , na której znalazło się 27 zremasterowanych utworów [15] .
Ust7jLn. Muzyka na poranek, czyli dla każdego coś miłego, będzie poważnie, funkowo/reggaeowo i unplugged. Wszystko, co heavy, z rana sobie odpuścimy, bowiem z mojego z założenia poranki mają być lekkie. Po to, by móc je udźwignąć. Cóż poza tym, by każdy Wasz dzień był co najmniej jak Beautiful Day, mogę Wam życzyć? Na pewno tego, by każdy Wasz poranek: . 1. Skutecznie odrywał Was od poduszek, podrywał na nogi i wynosił Was na te kilka (centy)metrów nad ziemią. Najlepiej, by jeszcze dodawał skrzydeł i uświadamiał, że lepiej przywiązywać się do osób niż do rzeczy. A już na pewno nie do łóżek. Proszę państwa, I’m like a bird. . Muzyka na poranek . 2. Przypominał o zadowoleniu z życia i ze swojej barwnej codzienności (w końcu, szary to też kolor). Ten utwór już zawsze kojarzyć mi się będzie z przypadkowo spotkaną artystką z Cinque Terre. Rozpromieniona malarka podśpiewująca Annie Lennox (a to już dwie inspirujące kobiety w jednym miejscu) zahipnotyzowała mnie w sekundę. Ten moment był bardziej przekonujący niż Grzesiak na swoich kursach, o walce o każdy dzień, o zadowoleniu z poranków i pasji działania mówiąc prawie wszystko. Od tej chwili uwielbiam szarość. Tylko wtedy, gdy wokół jest nijako, łatwiej dostrzec… jakość! . . Muzyka na poranek. 3. Był jak symfonia, harmonia i rapsodia w jednym. August Rush zadba o to wyśmienicie – o talencie, entuzjazmie i czynieniu czegoś z niczego, wie wszystko. Jestem pewna, że przez te kilka energetycznych minut dokonacie z rana całkiem sporo. Zwłaszcza, że utwór genialnie się rozwija, a smyczki to czysta poezja! Do snu nie utuli, ale da motywującego kopa. Niech Wam przepowie bajeczne chwile :) . . 4. Don’t worry, be happy idealne do stania w korkach :) Zwłaszcza jeśli lubicie dobre rytmy do wybijania na kierownicy. Nie prowadzicie? No to zaparzcie sobie kawy, dodajcie do tego te rozradowane twarze i… okaże się, że jedna kawa nie wystarczy! Ale nie martwcie się, możecie załączyć to raz jeszcze przy myciu zębów. Przy takich dźwiękach można szczotkować w nieskończoność. I jeszcze raz, i jeszcze raz, i jeszcze… Muzyka na poranek . 5. Tabu Wam powie Tyle mam, ile bym chciał. A ja Wam mówię: Nie wierzcie w jutro. Na NIC nie czekajcie. Cokolwiek tego ranka przeczytacie, posłuchacie – nie czekajcie. Dziś macie wszystko, czego trzeba, by dosięgnąć nieba. . Muzyka na poranek . 6. Nie życzę Wam krótkich nocy, ale życzę roztańczonych wschodów słońca. Nie zliczę poranków, które uratował mi ten utwór! . . 7. Stand by me dorobiło się już tylu wersji, że jedynie pierwowzór warto brać pod uwagę (bo jest nie do przebicia) i tę wersję – bo jest genialna. Zostań ze mną – być może właśnie tak, w ostatnim podrywie desperacji, woła Was Wasze szanowne łóżko… NIE słuchajcie go! Ono ma swoje niecne plany, które nie są Waszymi planami. Nie o poranku. Za to, kiedy załączycie to wieczorem, nie przestawajcie słuchać. Warto! . . To mój patent na poranki. Albo muzyka, albo totalna cisza i chwila sam na sam ze sobą i z Tym, co nade mną. Dopiero później spijam moje pierwsze cappuccino. . . I czego tu chcieć więcej? Czegoś na kolejne poranki! Czekam i na Wasze propozycje, bo wierzę, że tych niezbyt spiesznych, ale i niezbyt sennych, cudnie działających utworów jest więcej. Czuję, że wszyscy tutaj dobrze je wykorzystamy. . . Zobacz też: 1. Najlepsza muzyka do pisania, myślenia, blogowania. 2. Moja muzyka do samochodu, podróży i powrotów. 3. Włoskie piosenki – 10 najbardziej roztańczonych kawałków. 4. 10 teledysków kręconych we włoskich miastach. 5. Koncert Ennio Morricone – co mnie zachwyciło, a co rozczarowało? 6. Książki, które zmieniły moje życie – 35 najlepszych.
90. Kombi – Pamiętaj mnie [muz: S. Łosowski; sł: M. Dutkiewicz; 1989]Ciekawe co powiedzieliby synth-popowi reakcjoniści, Joel Ford i Daniel Lopatin, gdyby pokazać im „Pamiętaj mnie”? Czy wówczas, pytani o inspirację dla ich wspólnej płyty, wskazywaliby Kombi? Możemy przeprowadzić symulację: Pitchfork: Wasz album, „Channel Pressure”, wykorzystuje całą paletę archaicznych brzmień syntezatorów. Nie boicie się, że kiedy minie moda na lata 80., zupełnie wypadniecie z obiegu? Ford: Nie, stary, posłuchaj jak to brzmi – to nie są żadne archaiczne brzmienia, tylko jakaś szalona futurologia, *zapowiedź przyszłości, która się nie spełniła*. Więc w jaki sposób miałaby się zestarzeć? Lopatin: Dokładnie. Już samo to, że sięgnęliśmy po takie efekty, dowodzi nieprzemijalnego czaru naszej muzyki. Pitchfork: Podobno zainspirował was szerzej nieznany zespół z Polski, Kombi. Możecie powiedzieć o nim coś więcej? Ford: Parę lat temu koncertowałem w Polsce z moją starą kapelą, Tigercity... Ej, kolego, wiesz, że nigdy nie zrecenzowaliście naszej płyty? No, w każdym razie, na jeden koncert przyszedł jakiś zupełnie zakręcony gość, nie dawał nam spokoju przez cały wieczór, a w końcu wcisnął kilka starych polskich płyt. Na lotnisku w Hamburgu okazało się, że mój bagaż podręczny jest zbyt ciężki, więc część z nich musiałem wyrzucić, ale została mi jedna, „Tabu”. Na początku myślałem, że to jest jakieś wschodnioeuropejskie wydanie „Tambu” Toto, bardzo ich lubię swoją drogą. No ale nie, to było „Tabu”, czyli „Taboo”. Odpaliłem je na discmanie, jeszcze w samolocie i mnie wzięło. Pokazałem Kombi chłopakom z zespołu i powiedziałem Cholera, to jest lepsze niż Scritti Politti, niż Power Station, słuchajcie, musimy nagrać coś w tym stylu! Ale oni byli wtedy kompletnie zakręceni na punkcie Mike & The Mechanics. Powiedzieli, że cała nasza płyta będzie brzmieć jak „Silent Running”, co mnie się wydało troche słabe. Ale nikt nie chciał słuchać. Więc niedługo po nagraniu „Ancient Lover” zgłosiłem się do Daniela, bo temat „Tabu” wciąż nie dawał mi spokoju i zaproponowałem, żebyśmy napisali kilka piosenek w tym stylu. Z wielkimi, elektronicznymi bębnami i klangującym bassem, mieliśmy nawet pomysł, żeby wyprodukował je Bernard Edwards z Chic, ale sprawdziliśmy na Wiki i okazało się, że on nie żyje. Szkoda, muza Kombi by mu podszeła. Pitchfork: Który utwór Kombi zrobił na was największe wrażenie? Ford & Lopatin: „Pamitadż mnaj”! *** W kilka dni po publikacji cytowanego wywiadu, serwis Pitchfork ogłosił, że zespół Kombii weźmie udział w Pitchfork Music Festival ’11 i wystąpi na jednej scenie z Animal Collective, Jamesem Blake’iem i Guided By Voices. Zapytany co o tym sądzi, Grzegorz Skawiński odpowiedział: Mam nadzieję, że uda nam się zaprezentować sporo materiału z trzech ostatnich płyt. (Paweł Sajewicz) Posłuchaj >> Podobało się? Posłuchaj również: Anna Jurksztowicz – Przenikam 89. Franek Kimono – King Bruce Lee Karate Mistrz [muz i sł: A. Korzyński; 1983]W międzynarodowym pojedynku śpiewających aktorów zwycięzca może być tylko jeden – William Shatner. Na naszym rodzimym poletku zaciętą walkę toczyli natomiast Piotr Fronczewski i Marek Kondrat. Pierwszy z nich, jako Franek Kimono, zaadaptował dla potrzeb żartobliwego projektu muzycznego estetykę uproszczonego disco i synth-popu, które podbijały Europę na przełomie lat 70. i 80. Na fali popularności filmów z Bruce’em Lee okrasił ją dalekowschodnimi elementami, a całość umieścił w nadwiślańskiej scenerii drobnych cwaniaczków, bywalców barów bistro i dyskotek, w których co sobota mieszała się ze sobą bananowa młodzież, dzieci dygnitarzy, peerelowscy normalsi, hedonistyczni reprezentanci świata sztuki i stołeczne prostytutki. Z kolei osiem lat później Marek Kondrat w singlu „Mydełko Fa” podsumował pierwszy etap raczkującej demokracji, w której fonograficzna anarchia zaowocowała niebywałą popularnością nurtu disco polo, odnogą muzyki biesiadnej. Jego skąpana w pianie Cycolina, podobnie jak w 1983 roku „King Bruce Lee Karate Mistrz”, w mig podbiła serca Polaków. Co ciekawe, za oboma projektami stała ta sama osoba, Andrzej Korzyński. Jego prześmiewcze teksty doskonale puentowały realia ówczesnej Polski, z pasją karykaturzysty wyolbrzymiały przywary rodaków, ale też z sympatią kreśliły specyfikę tutejszego folkloru. Pastisz ma jednak to do siebie, że aby godnie zaistnieć na kartach historii, musi się bronić czymś więcej niż tylko bezlitosną gębą satyry. Z perspektywy czasu „King Bruce Lee Karate Mistrz” okazał się klasykiem polskiego disco, który ze śmiałością wykorzystywał zdobycze technologiczne lat 80. ( automat perkusyjny Roland TR-606), poszczególne powiedzenia zakorzeniły się w języku niczym frazy z filmu „Rejs”, a cała stylistyka nieustannie powraca jako trop w kolejnych tekstach kultury. „Mydełko Fa” zaś wciąż zbyt mocno kojarzy się ze wstydliwym zjawiskiem, które toczy gust już nie tylko milionów Polaków, ale także miliarda Chińczyków. (Marta Słomka) Posłuchaj >> Podobało się? Posłuchaj również: Kapitan Nemo – Wideonarkomania Różowe Czuby – Dentysta sadysta 88. Krystyna Prońko – Kto dał nam deszcz [muz: K. Prońko, W. Olszewski; sł: M. Maliszewska; 1980]Aranżowanie, to ogół czynności twórczych i technicznych, związanych z rozwinięciem utworu muzycznego i nadaniem mu nowego obrazu dźwiękowego – taki cytat z pierwszego polskiego podręcznika aranżacji muzyki rozrywkowej umieścił na swojej stronie internetowej Wojciech Olszewski, współtwórca jednej z najlepszych piosenek w repertuarze Krystyny Prońko. „Nadanie nowego obrazu dźwiękowego”, ależ to brzmi! Tak jakby aranżer przyoblekał utwór w dźwięki i wartości wcześniej przed uchem ukryte, dla ucha niedostępne, co w zasadzie nie wydaje się interpretacją odległą od prawdy. W dorobku Olszewskiego, który aranżerem jest wziętym i pierwszorzędnym, całą magię obrazu dźwiękowego słychać (widać?) właśnie w „Kto dał nam deszcz”. Kompozycja to dość prosta, nawet jeśli nieoczywista, tocząca się niespiesznie jak spontaniczny jam, którego leniwy krajobraz niezauważalnie wznosi się ku hymnicznej melodii instrumentalnego mostka. Jednak nie temat, ale smakowite ozdobniki decydują o klasie utworu z tzw. „czwórki”. Nieświadomy cytat z „Black Cow” Steely Dan (Drink your big black cow vs Więc świeczkę zapal mu ), stylowe dęciaki, które z początku jedynie komplementują głos wokalistki, by po refrenie zająć pierwszy plan w pełnym napięcia, ale pozbawionym patetycznego dramatyzmu crescendo. Och i ach. Daję słowo, to piosenka-błyskotka, pełna wdzięku i elegancji, które w siermiężnych studiach nagraniowych Polski Ludowej były towarem deficytowym. Ciekawe też, że z chronologicznego punktu widzenia „Kto dał nam deszcz” można by uznać za produkt akademicki, stworzony przez dwójkę studentów Wydziału Jazzu i Muzyki Rozrywkowej katowickiej Akademii Muzycznej. A do tego dla obojga było to coś na kształt pierwszego wyjścia z mroku. Z pewnością można tak powiedzieć o znaczeniu „Kto dał nam deszcz” w dyskografii Krystyny Prońko. To pierwszy raz, kiedy piosenkarka, która – jak sama mówi – komponowała od dziecka, zdecydowała się zamieścić własny utwór na płycie (w tym przypadku na wydanym w 1980 roku podwójnym singlu, na którym znalazły się jeszcze dwie inne jej kompozycje). Jeśli chodzi o Wojciecha Olszewskiego, nie znalazłem informacji o jakichś wcześniejszych jego dokonaniach. Po latach współpracownik Prońko dojrzał, okrzepł, sam zaczął nauczać. Ale tak dobrej roboty jak przy „Kto dał nam deszcz” już chyba nie wykonał. (Paweł Sajewicz) Posłuchaj >> Podobało się? Posłuchaj również: Krystyna Prońko – Poranne łzy Urszula Dudziak – Space Lady 87. Halina Frąckowiak – Jesteś spóźnionym deszczem [muz: J. Skrzek; sł: J. Matej; 1977]Jeśli Józef Skrzek faktycznie był – jak chce Paweł Sajewicz – polskim Steviem Wonderem, to ten nasz Wonder miał też swoją Minnie Riperton. Jak wcześniej Niemenowi, w latach 1977-1981 SBB akompaniowało Halinie Frąckowiak. W tym przypadku to jednak sam Skrzek komponował cały materiał. Efektami tej współpracy były albumy „Geira” i „Ogród Luizy”. Ten drugi, bardziej konceptualny, wypełnia przede wszystkim prog-rockowy patos ballad bratający się z piosenką poetycką (wiersze Wierzyńskiego). Na „Geirze” pojawiają się zaś jeszcze mocarne sophisti-popowe piosenki o jazzowym feelingu, jak np. najbardziej chyba ripertonowskie „Chcę być dla ciebie” czy opisywany opener właśnie. To taka motywowana funkiem jazda bez trzymanki, w trakcie której Skrzek do KORG-owego szkieletu co rusz dokłada nowe klawiszowe blurby, zaś Halina z wprawą soulowej divy atakuje nas kolejnymi melodiami. Te zresztą wynikają z siebie najnaturalniej w świecie, a przecież kto spodziewa się takich rozwiązań w piosence pop? Czy będzie to bliska akrobacjom Urszuli Dudziak wokaliza, albo raczej: główny riff wokalny (!), nerwowe zwrotki, pre-chorus z Frąckowiak rozmnożoną na taśmie, czy z gracją balansujący góra-dół refren. Twórcy oferują nam te wszystkie operacje w niespełna minutę i to jest właśnie przykład idealnie skondensowanej popowej konstrukcji. To, że w środku znalazło się jeszcze miejsce dla zespołowego jamu musiało wynikać ze Ślązaków tendencji do instrumentalnego rozpasania. Jak dobrze, że ten tutaj tak wyraźnie siedzi w estetyce Sly & The Family Stone. (Jędrzej Szymanowski) Posłuchaj >> Podobało się? Posłuchaj również: Zdzisława Sośnicka – Żyj sobie sam Kombi – Jak ja to wytrzymam 86. Kult – Arahja [muz: Kult; sł: K. Staszewski; 1988]„Arahja” równa się Kult, Kult równa się „Arahja”. W ślad za obserwacją, że oto słuchamy esencji poczynań zespołu, którego w ramach rockowej nomenklatury nijak nie idzie zaklasyfikować, pojawia się sugestia, że być może mamy do czynienia z najoryginalniejszą z wielkich grup polskiego rocka. Spójrzmy: oto rockowy – co do tego nikt nie ma wątpliwości – band, którego specjalnością stało się marginalizowanie roli gitar. Jego wokalista raczej skanduje niż śpiewa, ale robi to z podniosłością znamienną dla tuzów stadionowych spektakli. Wreszcie piosenka posiada klasyczny singlowy format trzech i pół minuty, ale szydzi sobie z niego w najlepsze, mantrycznie powtarzając sekwencję tych samych akordów i identyczną dla pseudozwrotki i pseudorefrenu melodię. Tak, „Arahja” to ucieleśnienie polish rocka, ale rozumianego mniej jako zbiór inspiracji zespołu Nerwowe Wakacje, a bardziej jako definicja muzycznego smaku polskiego studenta, dekalog rodzimej sceny alternatywnej: świata dawno rozszyfrowanych metafor, melodii bez zakrętów i monumentalnych emocji. Utwór niesiony charyzmą Kazika, jego poetycką wizją podzielonego Berlina (czy tak brzmiałoby „The Wall”, gdyby powstało w PRL-u?) i narastającą ekspresją; utwór, w którym temperatura wzrasta odwrotnie proporcjonalnie do muzycznej inwencji zespołu; który swoją przygnębiającą, socrealistyczną monotonią buduje napięcie lepiej niż niejeden miotający przysłowiowymi septymolkami jazzman. Ale hej, to tylko rock – sposób na wyrażanie najważniejszych emocji najprostszymi środkami. Nawet jeśli takiego polish rocka nie grał nikt przed nimi. (Kuba Ambrożewski) Posłuchaj >> Podobało się? Posłuchaj również: Kult – Do Ani Kult – Piosenka młodych wioślarzy
DaJBuZzzI zapytał(a) o 11:27 Jakie są piosenki z bębnami w tle? chodzi mi o taką jedną i nie mogę jej znaleźć, ale ciągle grają w niej bębny 0 ocen | na tak 0% 0 0 Odpowiedz Odpowiedzi barbie xd odpowiedział(a) o 11:27 np. halelele ;D albo masterpice - meg & dia 0 0 l_lola odpowiedział(a) o 21:56 Michael Jackson - They Don't Care About Usmam nadzieje ze chodzi o tą dasz naj ? :) 0 0 Uważasz, że ktoś się myli? lub
#1 2018-12-04 22:19 Pomocy! Szukam piosenki, dość starej, która rozpoczyna się graniem na trąbce bądź saksofonie, nie pamiętam żadnych z niej słów jedynie teledysk. Więc teledysk nagrany jest jakby w ruinach domu, czy coś w tym stylu i jest w nim kobieta, nikogo innego rwczej już tam nie ma, śpiewa to mężczyzna. Będę bardzo wdzięczna za pomoc!